1 lipca 2014

"Ślad Krwi" - Tanya Huff

Ile razy czytam jakąś książkę, nigdy nie mogę normalnie jej rozpocząć i skończyć. Albo po jakimś czasie odkładam ją na półkę, gdzie przez rok, może dwa zarasta kurzem w zapomnieniu, albo czytam najpierw zakończenie, a potem wracam do początku, lub też zdarza się, że zaczynam od ostatniej czy też środkowej części, często zapominając o pierwszej.

W tym przypadku postąpiłam jak w ostatnim punkcie. W podróż pociągiem do domu, postanowiłam zabrać ze sobą jakąś książkę z mojej niewielkiej kolekcji. Niestety, jako że kupiłam tylko dwie części z trzech (zabrakło pierwszej), siły wyższe zmusiły mnie do przeczytania serii nie od początku. I wcale nie mam pretensji do tych sił, które popchnęły mnie akurat do "Śladu Krwi".
Mimo iż nie od początku (a wiele sytuacji w drugiej części nawiązuje do wydarzeń wcześniej zawartych, których nie rozumiem i po prostu nie znam), książka ta od pierwszej strony zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

"Zbliżający się do pełni księżyc wisiał nisko na nocnym niebie. W jego świetle nawet ujarzmione przez człowieka, ciche i spokojne pola zmieniały się w tajemniczą krainę srebrnego blasku i cieni. Za każdym źdźbłem trawy, spieczonym na złoty brąz przez trwające od dwóch miesięcy letnie upały, wyrastał smukły, czarny sobowtór."

Fantastyczno-kryminalna część powieści należąca do Tanya Huff, opowiada przede wszystkim historię byłej policjantki, a obecnie prywatnej detektyw Vicki Nelson oraz jej niezwykłego przyjaciela - wampira Henry'ego Fitzroya. Przenika tam również postać policjanta Mike'a Celluciego, a także najważniejszy wątek - rodzina wilkołaków, którym to 32-letnia detektyw musi pomóc odnaleźć opętanego zabójcę.

Według mnie fabuła jest interesująca, choć niektórym może się wydać początkowo banalna. Mimo wszystko, nim się spostrzeżemy, zostajemy wciągnięci w rozwiązywanie wraz z bohaterami zagadki morderstw.

Co najbardziej dziwi w książce, to fakt że czarny charakter zostaje ujawniony czytelnikom mniej więcej w połowie powieści. Zaskoczyło mnie to, bo miałam nadzieję, że najważniejszej tajemnicy dowiem się na samym końcu, dzięki czemu będę miała możliwość analizowania do ostatniej strony, kto jest zabójcą. Jednak autorka zadecydowała inaczej, z czym nie mam prawa się kłócić. Zabieg ten sprawił, że miałam okazję podglądać jak postępują postaci, a także konfrontować ich poczynania z moimi własnymi przemyśleniami.



Źródło: Własne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz