Jednak gdy już dość długo przeleżały na półce serie kryminałów z Polityki, postanowiłam przeżyć te katusze i coś przeczytać. Wypadło na pierwszą książkę wydaną przez Politykę (miała być druga, cieńsza, ale była zajęta). Tak więc zasiadłam do czytania i... Na początku było ciężko. Trochę polityki i historii, której nie lubię, wiele rzeczy niezrozumiałych, ale wciągnęła mnie na dobre. Kładąc się spać, ciągle myślałam o tym, co wydarzy się dalej i czy zakończenie będzie odpowiadało temu, jakie sama sobie wymyśliłam. Nie zawiodłam się na niczym, wręcz byłam zachwycona tym, co zaprezentował autor.
Niby kryminał, a jakby nie kryminał. Wątek detektywistyczny był. Morderstwo było. Historia też jakby prawdziwa. A mimo wszystko czytało się to jak dziennik samotnego policjanta, który rozpoczął swoje ostatnie śledztwo w karierze, pomimo iż nie było to jego zlecenie. Właściwie to oprócz historii poszukiwania zaginionych przyszłych teściów swojej córki, toczy się równocześnie historia życia głównego bohatera, jego przeszłości przenikającej teraźniejszość i strachu przed samotną starością, niedołężnością oraz według mnie liczenia na pomoc innych.
Dawno nie pozwoliłam się wciągnąć książce, która nie należy do mojego ulubionego gatunku. A dochodząc do końca czułam się spełniona i dumna z siebie, że nie zrezygnowałam całkowicie z czytania kryminałów. Teraz czekam na kolejny!
| Źródło: Własne |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz