Moja półka nie może pochwalić się zachwycającą i ogromną kolekcją książek. Jest ich wręcz niewiele, jednak dla mnie cenniejsze niż złoto, ponieważ wiele pochodzi ze zbioru mojego ojca, a niektóre były poszukiwane latami. Znalazły się także takie, od których głowa boli, lecz mimo wszystko żal wyrzucać. Ale książki książkami, a każda z nich posiada dwie prawdy o sobie.
Pierwsza prawda:
Każda książka traktowana jest jako coś bardzo cennego i wyjątkowego. Nawet jeśli zalega na półce i tylko się kurzy, a jej kartki są w opłakanym stanie - żal się z nią rozstać. Bo w końcu łącząca więź jest nierozerwalna i tworzy coś niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju - związek przepełniony papierem, tuszem, szorstkością i specyficznym zapachem.
Druga prawda:
Nigdy nie ma się ich dość. Można ciągle kupować lub otrzymywać nowe, nawet jeśli te starsze i zakurzone nie są napoczęte. Kupuje się niekoniecznie najświeższe publikacje, które w pewnym momencie nie mogą już się zmieścić na półkach, a biurka i szuflady zaczynają się uginać pod ich ciężarem. Wciąż brak miejsca, a gdy w pewnym momencie spojrzy się na pokój i stojące w nim zapełnione książkami regały, dochodzi się do wniosku, że na tą chwilę STOP i pora postanowić sobie "Od dziś czytam wszystkie dotąd nieprzeczytane książki". Otwieramy jedną z nich, czytamy i po odłożeniu jej na swoje miejsce, pragniemy posiadać kolejną i kolejną, kolejną...
| Źródło: Własne |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz