9 grudnia 2014

Przemyśleń ciąg dalszy

Świat wydaje się taki ogromny. Lekki a jednocześnie cholernie ciężki. Chwilami patrząc na puste ulice, widzę szarość, beznadziejność świata, życia. 
Zastanawiam się wtedy, po co istniejemy, jaki jest cel tej naszej odwiecznej wędrówki, do czego dążymy. Co chcemy osiągnąć każdego dnia. Poznajemy ludzi, którzy najczęściej po jakimś czasie okazują się inni. I choć tolerujemy, staramy się zrozumieć, chwilami wolimy pozostać sami.


Źródło: Własne
Śnieg zaczął padać. Wygląda jak kawałeczki błyszczącego szkła, migoczące pod wpływem świateł aut i latarni. Spada wolno. Gdybym tylko mogła go złapać i zachować na zawsze, zabierać ze sobą.
Nocą wszystko wygląda inaczej. Spokojniej. Wtedy czuję się wolna, bez problemów. Mimo tego, że straciłam przyjaciół, staram się myśleć optymistycznie. Choć bardzo mi brakuje tego... Rozmów, chwil z nimi spędzonych. Przyjaźni mi brakuje. Bez tego czuję się taka pusta, beznadziejna i nic nie warta.
Patrzę na niego i widzę cały mój świat. Potrafi mnie rozśmieszyć, sprawić że płaczę. Potrafi wzbudzić we mnie uczucia, o których istnienia nie miałam pojęcia. Sprawia, że czuję się wolna, szczęśliwa i zakochana. Bezpieczna w jego ramionach. Nigdy nie spodziewałabym się tego, że mogę być kiedyś szczęśliwa. Że świat zmieni się o 180 stopni. Że ktoś będzie mnie kochał.
Dostałam najlepszy prezent od losu. Na nowy rok, na urodziny. I cieszę się, że mogę dać mu wszystko, czego pragnie. Że mogę go swoją osobą uszczęśliwić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz