20 stycznia 2015

ach ta sesja...

Wiele już napisano na temat tego, co można robić podczas sesji. Jak to nie pięknie wysprzątane są mieszkania, ile chęci ma się do gotowania, czytania książek niedotyczących egzaminów, czy po prostu robienie wszystkich rzeczy niezwiązanych z uczelnią. Samo myślenie o sesji, gdy jest się na 5 roku studiów, przyprawia mnie o dreszcze. Nie boję się - tyle już egzaminów miałam w życiu, tyle niepotrzebnych rzeczy się uczyłam. Te dreszcze spowodowane są niczym innym jak pomijaniem mojej magisterki na rzecz nieprzydatnych wiadomości z zakresu ekonomiki mediów; kolejnych pytań z tego samego przedmiotu, którego uczę się 5 lat albo robienia prac zaliczeniowych które nie mają jakiegokolwiek związku z dziennikarstwem. Złoszczę się sama na siebie, że muszę odłożyć kilka ciekawych książek na bok, bo.. bo przecież sesja. Uczyć się powinnam!
Choć i tak naukę odkładam na ostatnią chwilę. "Przecież mam czas". "Jeszcze zrobię kilka rzeczy i zaraz siadam do nauki". 
A jak wygląda ta nauka w moim mieszkaniu? Ja - siedząca przed komputerem, pisząca kolejnego posta i sprawdzająca co chwilę, czy nie zmieniło się coś na Facebooku (może akurat ktoś napisze, że egzaminu nie będzie). M. - grający w GTA V. A świat dookoła? Świat się nie zmienił. Szaro, buro i ponuro. Może tak jak moje podejście do całej tej bezsensownej nauki. No bo jak uczyć się czegoś, co jest zdezaktualizowane?!
Jedynym rozsądnym rozwiązaniem tej tragedii jest zagryźć zęby, przeczytać kilka razy, może się nauczyć, pójść i mieć to z głowy. Bo przecież to nic takiego. Z gorszymi rzeczami sobie poradziłam, to dlaczego teraz nie dam sobie rady?

Źródło: Własne

2 komentarze:

  1. Racja :) ale najbardziej żal tych książek, które czekają na przeczytanie :(

    OdpowiedzUsuń